1 lutego 2018

Na wielorybie.

25 stycznia 2018

Nie kontroluję spokoju i granicy. Nie znajduję już starej skóry na przedramionach, jestem cała nowa. Cała nowa z cienkiej kratki, szarego popiołu, kilku punktów jaskrawych i oblężonych żebrach. Straciłam słowa. Nienawidzę moich słów, gdy do rąk nic nie mam. Nienawidzę kształtu fal, które popycham lub odbieram. Nie kontroluję spokoju i słów [myśli-mnie].

Podpisał
zlepek 

18 stycznia 2018

Na czym polega wydrapywanie oczu?

Niewidzialność, jako rak bytności. Transparentność w słowie i czynie. Powolne ruchy żuchwą. Cierpkie uszy, słone oczy. "Kreślę siebie na znak dymu". Och dawno zapomniałam kim jestem. Czy jestem silna? Męczą mnie myśli, one nie są dla mnie łagodne. Mała para dwóch ludzików pod skronią, którzy ciągle się przepychają. I rajstopki na gardle. Czy wydrapuję oczy... Nie, jeszcze nie. Narazie spowita jestem, spowita czymś. Nie mam pojęcia co to. Kokon? Ale nie motyli. Kilka żuków pod podłogą.

7 grudnia 2017

Opowieść o obrazie.


Któregoś dnia nastąpiło wylanie.
Młot postanowił zarządzić pożądanie a z niego- małe pomniejsze foremki. Kilka pcheł gdy nagle- o d c z e p i e n i e .. Ja funkcjonuje oddzielnie, (spadło na znak protestu w pion, zupełnie jakby ktoś w tej przestrzeni był) - ale proszę, niech pan się wypchnie... To nagle zostało przekreślone, czy umysł podda się wirowi? A co, a to organ, całkiem posłusznie funkcjonujący, czy pozwoli odlecieć temu, nad czym ciąży aż taka bariera ? Chciałbym wprost, proszę wszystkim, chciałbym zabić, chciałbym zaniknięcia, gdyż wszystko wokół tak pięknie się tworzy, a milczenie jako granica, jako znak wyspo kojenia karze na stop - umknąć. Kto okaże się najsilniejszy? Nikt nie wygra bo jako ciasto w formę płótna upchnięci tylko iskrę nosimy.
Maria rozpoczęła swoją kolekcję pustych butelek. Bawiła się ich kolorami, przezroczystością, grubością szkła i resztką rodzaju wody, która w nich się znajdowała. Maria kochała swoje butelki, wiązała z każdą z osobna historię i moment, czasem było to rozpieszczające ciepło na linii pępka, innym razem koszmary pomiędzy palcami, które miały ochoty na drapanie w uszach. Maria często siadała na przeciw półce z butelkami, siadała i paliła co najmniej dwa papierosy. Kochała wodę, z której sama została stworzona, wodę która przyjmuje kształt swojego naczynia, wodę która ją otula w szare popołudnia i wreszcie wodę, która zmienia. Stan skupienia był dla Marii największym koszmarem, śniły jej się często naczynia, figuracje, kajdany - na wodę, na płaszczyznę cieczy, tak plastyczną, tak wrażliwą by objąć cały swój mur. Dlaczego więc zwróciła się do butelek? Przecież to szkło było tym, co wprawiało ją w drgania podczas księżycowej wędrówki. Ale Maria odnalazła w nich piękno wspomnienia, które noszą na swoich ściankach, niby śledzionach, żołądkach.

---


Do godziny 20 nie uczestniczę w życiu społecznym. Gdy wskazówka przemierzy tę liczbę ja mogę wyjść, bo mogę wypić. Jak myśli staną się leniwe, tak leniwe że aż spokojne ja mogę mówić i słuchać. Widzę znacznie mniej, same powidoki, ale mogę sympatyzować się i nastrajać względem odbiorcy, odpowiadać na jego potrzeby, rezygnując ze swoich. Bo moją potrzebą jest cisza i kilka chwil muzyki, ledwie trochę dymu i garstka słów, rzuconych na wiatr. Można powiedzieć, że nie znam życia w słońcu, życia środowiskowego, społecznego. Do 20 jestem antropologiem samo-bytu, egoistą społecznym, empatycznym tylko wobec dusz. Po 20 dusza trochę i umyka, na podium jest głos, wolny od moralnych rozgraniczeń, nastaje moment werbalnej i ruchowej swawolij... Nie rodzą się pomysły ale pomysły, które się zrodziły są opowiadane. Nie rodzą się przyjaźnie, są ich imitacje zawiązywane. To jakby rachunek sumienia na dniu- co mi się powiodło zobrazuje w śmiech , co się nie wydarzyło dobrze- wyleje na drugą osobę. Ten schemat otwierania może być szalenie ważny, na wzór sądu- co u mnie, bo odpowiedzi nie potrafię sobie udzielić.
Więc przemierzam te kamieniste uliczki, uchylam drzwi co większych barów, przysłuchuję się pierwszym docierającym do mnie dźwięków i decyduję- czy to miejsce na mój dzisiejszy egzorcyzm. Tak, wejdźmy czy też- nie, szukajmy dalej. To jak szukanie idealnego miejsca, by móc postawić szubienicę, nawet jeśli ma nią być parkiet. Ta noc jest jak powolne szukanie bagniska, by móc powoli zanurzać się w nim, tracąc oddech. A może wydobywać go? Może chcemy krzyczeć, ale dzień, słońce, obowiązki zapychają nasze usta, skazują na milczenie, na skorupę, na sumienie.
Nigdy nie biorę parasolki. Deszcz w tym wszystkim jest ważny. Krople, które obmywają moje włosy, rzęsy, policzki. Jak chrzest z rąk natury. Do chłodu nie potrafię się przyzwyczaić, jest jak stalowy uścisk, okręca moje żebra, brzuch i ramiona, rządzi i panuje nade mną. Chociaż daje mi silne poczucie ciała, moja dusza często opuszcza ciało lub krzyczy na nie. Jest zupełnie bezwzględna.
Bezwzględny jest świat, buty są bezwzględne i zachód jest bezwzględny. Cywilizacja jest bezwzględna i struktura pokarmu jest bezwzględna. Na tę bezwzględność to alkohol jest po 20 antidotum. Myśląc po względnemu.

3 grudnia 2017

Rozmowa.

-Cześć. Czym jest szczęście?
MM: Równowagą, stanem pomiędzy zgodą a realizacją. Szacunkiem dla świata zewnętrznego i wszystkich dusz. Bardzo pracochłonny proces, tym bardziej że często zapadamy się. Zostawiamy ważne wartości, brniemy w zło. W ślepe uliczki, krótkie przyjemności. Wydaje mi się, że szczęście to największa nagroda za pracę, jaką wkładamy w siebie i w świat. Zgoda życia z naturą i akceptacja Innego, realizowanie priorytetów i stan uwagi, który dominuje nad rozproszeniem. Ważny jest czysty sposób kolekcjonowania zarówno wrażeń jak i informacji. Nie dopuszczanie do powstawania chaotycznych chmur, które tworzą w nas pewnego rodzaju kołtuny. Selekcja, świadoma. Ważne by czuć każdą kostkę swojego ciała, każdy płat skóry, wykorzystywać go, mieć jego przytomność. 
- A co ze stanami zła? Doświadczasz?
MM: Natrętnie.

Kilka miesięcy później.

-Hej. Czym dzisiaj jest szczęście?
MM: Samotnością. 

8 października 2017

Migotanie pod skórą w pętlach
ruch do środka
-zmienia(m)

Cztery punkty
mówią do siebie i
zsyłają gdy

Ono jest teraz
między skrawkami
ścian

Wyrasta na skórze
i miga
światłem transparentnym

Woła nas
w tajemnicy
i na osobności

Nie wita się
ale drży
zrywami migotań

Kłania się
na kolanach i
wyciąga uzasadnienie

Pieści by
cofnąć się
i zostawić




2 października 2017

Straszy daleka osoba na horyzoncie- czym jest zagadka? Wirujące oczy a za nimi myśli, potencjały, drobne kulki na parapecie omszałym. Umysł. To ta zagadka. Boję się. Umysł rozprzestrzenia się po ciele, daję lub zabiera, jest bezwzględny. Każe iść i zatrzymywać się, udaje że są różne miejsca, rozwiązania- które on jednak przejmie. Bierze wszystko. Straszy daleka osoba na horyzoncie. Powieki jak noc, cichnie wszystko, każe się uspokajać, ale wtedy największy krzyk. Nie wiadomo o co. Dlaczego. Ludzkość nagle przepełnia dłonie, stopy, kolana. Zamieniają się w liczne twarzy, krzyczą, otwierają usta, proszą, każą, przepraszają. Wielka woda. Zaprowadzasz ich tam, by utonęli. Straszy daleka osoba na horyzoncie. Nie toną, bo nie możesz wejść do wody, ona też jest przeciwko tobie. Ty bez umysłu przestajesz być ty, z umysłem jesteś kaleką. Możesz na większość czasu starać się omijać umysł, wkładać mu gazetę w usta, potem pokrzyczy a ty go uśpisz. Obojętnie jak. Straszy obca osoba na horyzoncie- czym jest zagadka? Pocieram oczy, pocieram ręce, jestem tutaj. Słucham obcego głosu i obcej twarzy.
Otwierają się drzwi.

3 września 2017

Trzy życia wstecz- kot na tropikach, szkło na ogonie, łyse przedramię i pełny brzuch. Siedzę na pełnej wysokości wydmy, słońce grzeje. Na niebie kosa, na ziemi porządek. Szklanka wody a w niej dwa rozwiązania i dwie przewrotności. Pewien mały skorpion opowiada o swojej ewolucji, ziewam na znak protestu. Piasek w oczach i nerwowe pocieranie wąsów. Powinienem wrócić do domu, ale chyba rozstopił się, było bardzo wiele stopni kilka dni temu. Ruszam w podróż.