8 października 2017

Migotanie pod skórą w pętlach
ruch do środka
-zmienia(m)

Cztery punkty
mówią do siebie i
zsyłają gdy

Ono jest teraz
między skrawkami
ścian

Wyrasta na skórze
i miga
światłem transparentnym

Woła nas
w tajemnicy
i na osobności

Nie wita się
ale drży
zrywami migotań

Kłania się
na kolanach i
wyciąga uzasadnienie

Pieści by
cofnąć się
i zostawić




2 października 2017

Straszy daleka osoba na horyzoncie- czym jest zagadka? Wirujące oczy a za nimi myśli, potencjały, drobne kulki na parapecie omszałym. Umysł. To ta zagadka. Boję się. Umysł rozprzestrzenia się po ciele, daję lub zabiera, jest bezwzględny. Każe iść i zatrzymywać się, udaje że są różne miejsca, rozwiązania- które on jednak przejmie. Bierze wszystko. Straszy daleka osoba na horyzoncie. Powieki jak noc, cichnie wszystko, każe się uspokajać, ale wtedy największy krzyk. Nie wiadomo o co. Dlaczego. Ludzkość nagle przepełnia dłonie, stopy, kolana. Zamieniają się w liczne twarzy, krzyczą, otwierają usta, proszą, każą, przepraszają. Wielka woda. Zaprowadzasz ich tam, by utonęli. Straszy daleka osoba na horyzoncie. Nie toną, bo nie możesz wejść do wody, ona też jest przeciwko tobie. Ty bez umysłu przestajesz być ty, z umysłem jesteś kaleką. Możesz na większość czasu starać się omijać umysł, wkładać mu gazetę w usta, potem pokrzyczy a ty go uśpisz. Obojętnie jak. Straszy obca osoba na horyzoncie- czym jest zagadka? Pocieram oczy, pocieram ręce, jestem tutaj. Słucham obcego głosu i obcej twarzy.
Otwierają się drzwi.

3 września 2017

Trzy życia wstecz- kot na tropikach, szkło na ogonie, łyse przedramię i pełny brzuch. Siedzę na pełnej wysokości wydmy, słońce grzeje. Na niebie kosa, na ziemi porządek. Szklanka wody a w niej dwa rozwiązania i dwie przewrotności. Pewien mały skorpion opowiada o swojej ewolucji, ziewam na znak protestu. Piasek w oczach i nerwowe pocieranie wąsów. Powinienem wrócić do domu, ale chyba rozstopił się, było bardzo wiele stopni kilka dni temu. Ruszam w podróż.

25 sierpnia 2017

O starości.

Składają się z wirującej tęsknoty i pragnienia. Skóra, która pamięta. Zapach na drzwiach, który otwiera nowe obrazy i noce, których światło zmienia sny. Kalejdoskopy uczuć zamierają pod piersiami, lekki oddech i ta ciągła mgła. Wewnątrz tli się światło, światło wielkie ale zniszczone- dym nad głowami. W siwych włosach mówi znów tęsknota, ja chcę, ja pragnę. "Wylądowałem na szczerym polu" jak teraz odnaleźć drogę? Chcę zawrócić czasem, odbić w kałuży jego twarz, uderzyć w te ciało, wyrwać włosy. Nieustający ból, lekkie wibrowanie pod rzęsami, tracę wzrok. Pamiętam te wyspy wydarzeń, strzępki słów i dłoń na moich pośladkach. Pościel, której kształt zmieniałam co noc, oddech który o poranku wyciszałam. Nie żyję? Jestem tutaj żeby ci pomóc, wróciłem do życia żeby uchwycić ciebie za dłoń i zamknąć w jednym  kadrze mojego tchnienia, wywrócę ciebie nogami do góry, zabiorę, pochwycę i wrzucę palca ruchem na mapę. Proszę nie kłam. Nie wracam już z torbami zapachów, jestem nicią, która ogłusza ciało, tak długo czekałam. Czy wiesz co to wirująca tęsknota? Starałem się ciebie zrozumieć, stworzyłem wichurę, która czekała na twoje przyjście. Ale ty, ty ją ominęłaś. Idziemy w tym samym przeciwnym kierunku, równo krocząc, ciężka ziemia nam nie pomaga, widzimy diabły i suche liście, wolny krok starego człowieka, mój brzuch przeszkadza mi ciebie całować. Chcę wrócić do lasu zabieram cię pod rękę uchwyć się mnie starego człowieka to czas który wywinął się zegarowi zrobimy dzisiaj to inaczej ja będę z przodu proszę zaufaj mi zróbmy dziś kształt.

18 sierpnia 2017

Wewnętrzna wędrówka uciska. Jest klamrą na żołądku, wzroku i decyzjach. Zapinasz jej pas na kolejną dziurkę, aż przestajesz widzieć wybór. Kręcisz się w kółko- mdłości. Wstajesz i zaczynasz od nowa. Bierzesz na cel kilka rozwiązań, do których próbujesz dotrzeć w sposób niespójny i chaotyczny a w efekcie- nigdy - nigdzie - nie - docierasz. Wewnętrzna wędrówka uciera, jak stary pas do pończoch. Nie rzucasz kotwicy, dryfujesz i osiadasz na mieliznach. Mylisz je z wyspami, twoja twarz nabiera grymasu którego nie sposób się pozbyć. Zaciskasz ręce. Swoje. Uciekasz przed decyzjami, przed wyborem- chcesz wędrować. Szukasz miejsca X, miejsca gdzie możesz zawsze wrócić, jednego stałego punktu na nieboskłonie. Ale niebo się nie kłania. Rozchyla spódnice, możesz pod nią zajrzeć. Ale nie pozwalasz sobie zatrzymać się. Oczy walczą. Usta jak apteki. Rozpływam się. Jestem jednią. Jednią z nikim. Lawiruję.

23 lipca 2017

Jest dużo deszczu, jeszcze więcej gęsi, jedno słońce ale wiele ciemnych chmur. Poranki upływają szybko, pod palcami, szybkie łapanie miejsca wzrokiem; w tym miejscu ciało zostaje uśpione. Gdy duch biega, szuka, podróżuje, walczy i spada- ciało w miejscu, ciało znika, ciało jako tylko ciało. Bo na ciało nikt nie patrzy, nikt zupełnie go nie obserwuje, nie zastanawia się nad nim, co pod nim, co w nim. Myśli jak statek, prędki statek, tam i tu, kreślą i kolorują kształty, których nie ma i może nigdy nie będzie. Czekam na armatę, która wysadzi moje ciało gdzieś daleko, w inny piasek, gdzie nie będzie ono patrzyło tylko na rosnące kamienie, ale zacznie iść na równo z myślami.
Pod kołdrą wiąże jedną nogę z drugą, łapie siebie samą za ręce, tworzę niemożliwie kolorowe scenariusze, szukam rozwiązań których nigdy nie poznałam.
Dniami towarzyszę dwójce ludzi, ludzi względem siebie bardzo wrogich, ludzi strzelistych i wyraźnych, o określonym konturze, określonej przyszłości i przeszłości. Staram się wśród nich znaleźć grunt, wyjąć po słusznej zasadzie, tymczasem jestem tylko żołnierzem z kilkunastoletnią nieudaną już misją rewitalizacji ich obu na rzecz pokoju. Konflikt rzuca mnie o ścianę. Razem z chorobami, nieufnością i biedotą.
Bardzo lubię, gdy nie ma obok mnie nikogo, żadnych sieci, słów, przedmiotów, pieniędzy. Nic nie muszę chcieć, jestem sama pośród mnożących się myśli, pośród tego co jest. Drzewa, mech, pająki - tu i teraz. Bociany, noc. Serce, gwiazda. Wiatr, oddech. Słowo, mrok. I szelesty
Wychodzę, ale ciągle wracam; krzyczę, ale milczę.
Dziś tańczyłam z powietrzem, rozmawiałam z pająkiem, zastanawiałam się gdzie idą chmury, śmiałam się ze słońca, że zupełnie jak ja schowało się dając lekki tylko świt. Nie chcę wracać, nie chcę być znów, nie chcę tego samego. W śnie byłam nad morzami, uratował mnie rabin, a potem nago się kąpałam.
Śniadanie, obiad, kolacja, zjedz coś, nie pal tyle, wyjdź, co u ciebie, u mnie tak, wczoraj, dziś, jutro, duże miasto, mała wieś,  woda, lustro, mina, samochód, krzyk, ulica, chodnik, smycz, brzuch, ramiona, oczy, pies, szczur, chrapanie, strony. I wrony.
Belzebub i nitka miłości.


29 czerwca 2017

Mdłości. Stan skupienia, który prosi ciebie o zwrotność treści i uczuć. Lekkie kołysanie na linii brzuch i gardło. Przyjemny świat i przyjemna zawartość żołądka. Kolorowe figury, dominujące barwy, wszystko w dobrze dobranej tonacji. Na posadzce. Mdłości. Miałam je wczoraj, będę miała jutro i może za kilkanaście lat. Na posadzce, w monochromie, w czule osadzonej kompozycji. Moje mdłości.

29 maja 2017

 Widzę jak pod rumianym niebem morze ma odpływ, zabiera siebie w inne miejsce. Ludzie milcząco wiją się na plaży, obejmują samych siebie i tracą oddech z odrobiną piasku na ustach.

Jestem teraz nikim nigdzie.

18 maja 2017

Dwa Charty siedziały na przeciw siebie przy stole. Obrus w kratkę, po pół kieliszka wódki na każdego, trochę mleka do popicia.
- Chcę powiększyć rodzinę.
Zapadła cisza. Drugi Chart powoli odpalił papierosa, przyjrzał się dokładnie swojemu towarzyszowi, wstał, włączył ulubioną płytę Johna Coltrane'a, wrócił do stołu.
- Chcę żeby dłużej trwała noc. Łatwiej mi wtedy żyć. Wyjadę chyba na północ. - odpowiedział.
Pierwszy złapał się za głowę i zalał potem. Wychylił szybko kieliszek i kilkakrotnie tupnął nogą do muzyki.
- Wydaje mi się, że ostatnie miesiące spędziłem na niczym. Wiesz, o ile nic może istnieć. Virginia mówiła, że to taki czas - wata, nie robisz nic ważnego a twoje życie bardzo szybko wtedy znika. Robisz to co musisz, nie to co chcesz, nie to co powinienieś, tak od środka, jako ty- wyjątkowy pies, tylko tłuczesz po kolei każdy z obowiązków. Na północy to się zmieni. Będę w innej sytuacji, nie będę rozróżniał dnia i nocy, kto wie, może urośnie mi inne futro, zmieni mi się pysk. Cokolwiek. Ty chcesz rodziny. Ty na prawdę chcesz rodziny?
- Nie.
- No widzisz. Ty ciągle zmyślasz, żeby siebie urozmaić. Zmieniasz cele, żeby tylko do nich chwilę dążyć, a potem szukasz innego. Żeby ciągle szukać. Ja chcę znaleźć coś, czym będę.., do końca, tak na prawdę, nie że przypadek chciał, tylko ja to pokocham.. Jak myślisz, czego słuchają na północy?
- Ciszy.
- No dobra, to sobie wyobraź. Będę w tej ciemności słuchał ciszy, pił ciepłą wódkę, nosił na ramionach grube futro po foce. Znajdę siebie i wrócę.
- Tutaj?
- Nie. Do środka.
- Okej.


12 maja 2017

Pole obiektu malarskiego powinno być aktywne do wewnątrz i na zewnątrz. Do wewnątrz- jako istnienie ruchomych współrelacji definiujących się w związki pół-stałe oraz na zewnątrz- w relacji do odbierającego oka.